Jak nawilżyć błonę śluzowa nosa u niemowląt

Każda mama pamięta ten moment: w środku nocy budzi nas dziwny, przerażający dźwięk. Pisk, chrzęst, jakby ktoś próbował zaciągnąć mały silnik na odrzutowiec. Lampa nocna, szybki rzut oka do łóżeczka – nosek działa jak zatkana rurka, a maleństwo kręci główką, bo nie wie, jak wziąć oddech. Serce mi wtedy zawsze wyskakuje z piersi, bo wiem, że nawet katar potrafi być dla niemowlęcia prawdziwym wyzwaniem.

Dlaczego noski są takie delikatne?

Śluzówka u noworodka jest cienka niczym motyli skrzydełko. W dodatku kanały nosowe mają średnicę zapałki, a gruczoły łzowe jeszcze nie pracują tak, jak u dorosłych. Kiedy tylko zaczyna się sezon grzewczy, suchość w domu skacze do 30 %, a wtedy śluz zamiast „ślizgać” kurz i wirusy, robi się lepki i zastyga. Skutek: dziecko nie je, bo nie może ssać i oddychać jednocześnie, a sen zamienia się w serię krótkich drzemek.

Co podziała od zaraz – i nie wymaga apteki

  1. Kropelki soli fizjologicznej, ale własnoręcznie ciepłe
    Buteleczkę trzymam pod pachą przez pięć minut – dzięki temu płyn ma temperaturę ciała i nie wywołuje zaskoczonego szlochu. Dwie krople do każdego nozdrza i czekam 30 sekund. Czasem wystarczy, że dziecko leży na brzuszku, a grawitacja robi resztę.
  2. Para… ale nie ta z łazienki
    Klasyczne „siedzenie w łazience z prysznicem” działa, tylko gdy naprawdę włączę gorącą wodę i zamknę drzwi. Inaczej para wyleci klapą wentylacyjną. Mój patent: mały, bezpieczny nawilżacz ultradźwiękowy postawiony na podłodze, dwa metry od łóżeczka, woda destylowana plus dwa listki szałwii. Zapach jest delikatny, nie drażni, a powietrze robi się jak po deszczu.
  3. Fizjologiczny „patyczek” z odrobiną oliwki
    Wata na patyczku kosmetycznym, zwilżona kroplą oliwy z pestek winogron, potem lekko – i naprawdę lekko! – wewnątrz skrzydełka nosa. To taki SOS, kiedy widzę suche strupki, bo zbyt częste ssanie aspiratorem może podrażnić. Pamiętam: wkładam tylko tyle, ile widzę – nie głębiej niż paznokieć mały.

Co zrobić, zanim problem się pojawi

  • Mikroklimat 50-60 % wilgotności – nie jestem maniaczką mierzenia, ale ustawiłam higrometr na półce z książkami. Gdy wskazówka spada poniżej 45 %, włączam nawilżacz i zmniejszam grzejnik.
  • Codzienne przewietrzenie, nawet zimą. Trzy minuty otwartego okna przy dziecku w śpiworku wystarczą, żeby nie wysuszyć powietrza do poziomu Sahary.
  • Mniejsze, częstsze karmienia – kiedy nosek jest nawilżony, maluch chętniej ssie, bo nie musi co chwilę przerwać, by zaczerpnąć powietrza.

Kiedy jednak trzeba iść dalej

Gdy przez dwa dni widzę żółto-zielony katar, opuchliznę wokół oczu albo gorączkę powyżej 38 °C, pakuję torbę i jedziemy do pediatry. Nie chodzi już wtedy o samą suchość, tylko o infekcję, której domowe sposoby nie ogarną.

Mały trik, który ratuje miłosne noce

Przed snem kładę dziecko na poduszce do karmienia, lekko pod górkę. Nie jest to pozycja pionowa, ale 15-stopniowy kąt wystarcza, żeby śluz nie spływał do gardła i nie budził kaszlu. Później delikatne bujanie w ramionach i… cisza. Czasem aż do piątej nad ranem. Wtedy wiem, że nos jest czysty, a serce moje może wrócić na swoje miejsce.

Bo tak naprawdę chodzi o to, żeby maluch mógł oddychać swobodnie, a my – móc spać bez wyrzutów sumienia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *