Pamiętam, jak moje dziecko przez całe popołudnie wpatrywało się w moje usta, jakbym właśnie wymyśliła nowy sposób jedzenia zupy. Ja wtedy wpatrywałam się w niego, zastanawiając się, czy to normalne, że jeszcze nie powiedziało „mama”. Bo przecież koleżanka w ciąży już opowiadała, że jej siostrzeniec mówił pełnymi zdaniami przed drugimi urodzinami. A ja? Ja liczyłam słowa na palcach jednej ręki.
Dziś śmieję się z tej paniki. Ale wtedy? Wtedy nie było mi do śmiechu.
Mowa nie jest wyścigiem – chociaż czasem tak wygląda
Gdy zostajesz rodzicem, nagle wszyscy wokół stają się ekspertami. „U nas w rodzinie dzieci mówiły wcześniej”, „Znam chłopca, który składał zdania jak dwulatek”, „Może za mało z nim rozmawiasz?”. Tyle rad, tyle oczekiwań. A w głowie tylko jedno pytanie: czy to już?.
Bo prawda jest taka: dzieci nie czytają książek rozwojowych. One po prostu rozwijają się w swoim tempie. Ale żeby nie zwariować, warto znać ramy. Nie po to, by porównywać, tylko po to, by wiedzieć, kiedy warto zasięgnąć pomocy – a kiedy po prostu przeczekać.
Etapy rozwoju mowy – bez stresu, z zrozumieniem
0–6 miesięcy: koncert głosów
To nie są jeszcze słowa, ale już jest komunikacja. Płacz, śmiech, głużenie. Moje dziecko potrafiło godzinami „opowiadać” coś, czego nie rozumiałam – ale słuchałam, bo wiedziałam, że to dla niego ważne. Wtedy uczy się rytmu mowy, melodii, reaguje na głos mamy czy taty. To jak nauka języka obcego – najpierw słuchasz, potem powtarzasz.
6–12 miesięcy: pierwsze „prawdziwe” dźwięki
„Ba-ba-ba”, „da-da-da” – to nie są jeszcze słowa, ale już coś więcej niż głużenie. Dziecko zaczyna łączyć dźwięki z intencją. „Da-da” może znaczyć „daj”, „tata” albo „chcę zabawkę”. Moje długo wpatrywało się w moje usta, zanim wypowiedziało pierwszy sensowny dźwięk. A potem nagle – jakby ktoś nacisnął przycisk – zaczęło powtarzać „ta-ta” za każdym razem, gdy znikałam za drzwiami.
12–18 miesięcy: pierwsze słowa
„Mama”, „tata”, „baba” – to są te słowa, które wywołują łzy w oczach. Ale nie zawsze są idealne. Moje powiedziało „mama” dopiero, gdy mnie zobaczyło z kawą. Bo kawa = mama. Logiczne, prawda? W tym wieku dziecko powinno mieć około 5–10 słów. Ale nie panikuj, jeśli ma mniej – bywa, że czeka, aż będzie pewne, że to zrozumiesz.
18–24 miesiące: eksplozja słów
To był moment, w którym zastanawiałam się, czy już czas na słownik. Nagle wszystko miało nazwę. „Ciasteczko”, „kocyk”, „auto” – i wszystko trzeba było powtórzyć 50 razy. Dziecko zaczyna łączyć dwa słowa: „mama da”, „tata idzie”. To już nie są pojedyncze okrzyki – to próby opowiadania świata.
2–3 lata: zdania jak u dorosłego (prawie)
„Mama, a dlaczego pies nie nosi spodni?” – to było pierwsze pytanie, które mnie zaskoczyło. W tym wieku dziecko zaczyna układać zdania z 3–4 słów. Czasem są dziwne, czasem zabawne, ale są. To też moment, gdy zaczynają się pytania „dlaczego”, „po co”, „jak to działa”. I choć czasem miałam ochotę schować się pod kocem, to wiedziałam – to znak, że mózg pracuje na pełnych obrotach.
3–4 lata: płynność i opowieści
To już nie są zdania – to są historie. „A potem babcia powiedziała, że kot jest głodny, ale ja mu dałam ser, bo lubi ser, ale nie lubi mleka, bo jest dziwne…” I tak przez 10 minut. Dziecko zaczyna rozumieć czas, przyczynę i skutek. Moje kiedyś opowiadało, jak „wujek zepsuł rower, bo nie umie jeździć”. Wujek do dziś nie wie, skąd ta opinia.
Kiedy warto się martwić – i kiedy nie
Nie ma jednej daty, kiedy dziecko „powinno” mówić płynnie. Ale są sygnały, które warto znać:
Zasięgnij porady logopedy, jeśli:
- po 18. miesiącu dziecko nie mówi żadnych słów,
- po 2. roku życia nie łączy słów w pary,
- po 3. roku życia mowa jest nadal niezrozumiała dla obcych,
- unika kontaktu wzrokowego, nie reaguje na imię, nie wskazuje palcem.
Ale pamiętaj – to nie są wyroki. To tylko punkty odniesienia. Bo każde dziecko ma swoje tempo. Jedno nauczy się chodzić wcześnie, drugie mówić, trzecie – oboje naraz. I to nie znaczy, że któreś jest „lepsze”.
Co naprawdę pomaga – nie czekaj na cud
Nie potrzebujesz drogich zabawek ani kursów. Wystarczy:
- Rozmawiaj, nawet jeśli odpowiada tylko „ta-ta”.
- Czytaj – niekoniecznie całe książki, wystarczą 3 strony przed snem.
- Nazwij emocje – „Widzę, że jesteś smutny, bo zabawka się zepsuła”.
- Nie poprawiaj – jeśli mówi „pić”, nie musisz od razu mówić „chcesz wodę?”. Po prostu powtórz: „Tak, chcesz pić wodę”.
I najważniejsze – nie porównuj. Naprawdę. Bo to nie jest konkurs. To jest życie. Twoje dziecko nie jest opóźnione – jest dokładnie tam, gdzie powinno być.
Na koniec – słowo od mamy, która już wie
Dziś moje dziecko opowiada tak, że czasami muszę prosić o przerwę na kawę. Ale pamiętam, jak bałam się, że nigdy nie powie „mama”. I wiecie co? Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że za rok będę prosić o ciszę, pewnie bym nie uwierzyła.
Więc jeśli teraz siedzisz i zastanawiasz się, czy to już, czy jeszcze nie – odetchnij. Dziecko nie mówi później, bo coś jest nie tak. Mówi później, bo jeszcze nie jest gotowe. A kiedy będzie – nie zatrzymasz tych słów.
I wtedy zrozumiesz, że cisza była tylko przerwą. Przed koncertem.

Nazywam się Anna Nowicka i jestem mamą – to zdanie, które od lat otwiera większość moich wewnętrznych monologów.
Ten blog powstał z potrzeby podzielenia się tym, czego nie da się wypunktować w plannerze ani schować do kieszeni spodni po praniu: emocjami, które czasem niespodziewanie wypływają przy zmywaniu naczyń, odkryciami, które przychodzą o 3:14 nad ranem, i małymi zwycięstwami, które najczęściej pachną kawą i ciepłym śpiworkiem.
Piszę tu o sobie i o nas – bo odkąd zostałam mamą, świat zaczął się mieścić w szczegółach, a doświadczenie przestało być tylko moje. Dzielę się spostrzeżeniami, które chwytam w locie: o tym, jak czasem wystarczy jedno głębokie westchnięcie, żeby przestrzeń w głowie zrobiła się większa, i o tym, że „dobrze” nie zawsze wygląda jak na Instagramie.
Jeśli masz ochotę posiedzieć ze mną chwilę – bez gotowych recept, za to z dużą szczerością – zapraszam.